Zarządzanie przez powodowanie

Pracowałam niedawno z Dyrektorem Regionalnym, który zarządzał niedużym, ośmioosobowym zespołem sprzedażowym.  Starał się o awans na Dyrektora Handlowego na Polskę, jednak usłyszał od zarządu, że w jego zespole jest za duża rotacja, a dobre wyniki to nie wszystko, kiedy nikt nie marzy o współpracy z nim. I firmy generalnie nie stać na to, żeby po jego awansie musieć szukać kilku nowych Dyrektorów Regionalnych, bo ci, którzy są tak jakby nie piszą się na dalszą współpracę...  Klient przełknął gorzką pigułkę. Jednak to co o sobie usłyszał nie dawało mu spokoju, ponieważ sam postrzegał siebie zupełnie inaczej. Pochłaniał kolejne książki, studiował konferencje TED, jednak jego praktyka dalej trąciła dyktaturą... Zaczął też  szukać informacji o świadomym budowaniu Silnej Marki Osobistej i tak zaczęły się nasze długie dyskusje o przywództwie, analizy stylu zarządzania, praca nad formułowaniem komunikatów... Nie dostrzegał drobnych, ale bardzo znaczących w odbiorze różnic, niuansów. I kiedy już myślałam, że się pierwszy raz poddam, Klient wspomniał, że jeździł kiedyś konno... A w mojej szufladzie legitymacja instruktora, lekko przykurzona, ale jest :) I wreszcie poczułam, że mówimy tym samym językiem...

Dobry jeździec dla postronnego widza wygląda jakby siedział i nic nie robił. A koń te wolty, pasaże i piruety to tak sobie dla rozrywki sam wymyślił. Koń i jeździec na parkurze (tor przeszkód) często sprawiają wrażenie, jakby branie w odpowiedniej kolejności iluś przeszkód powyżej półtora metra było miłą formą spędzania wolnego czasu. Ile potu, łez i koni po drodze by dojść do takiego poziomu umiejętności, to może się domyślać tylko ten, kto wysiedział swoje w siodle. Przejazd oceniany jako ładny, to nie tylko brak zrzutek czy wyłamań (to wtedy kiedy koń ostro hamuje  lub robi w ostatnim momencie unik, a jeździec swoim ciałem efektownie rozmontowuje przeszkodę), ale też bez nieeleganckiej walki, widocznej szarpaniny. Dobry menadżer zespołu dla postronnego widza też sobie właściwie tylko siedzi. Tu gdzieś zadzwoni, tam się spotka, po drodze odpisze na maile. A jego zespół w tym czasie dokonuje rzeczy wielkich, na które nie mogą się zdobyć inne zespoły.

Żeby przejechać konno z punktu A do punktu B, trasą zaplanowaną przez jeźdźca, pokonując po drodze pojawiające się przeszkody trzeba pamiętać o kilku rzeczach. Koniem się nie kieruje. To nie samochód. Prawo, lewo, gaz, hamulec - koń to żywy organizm z charakterem, upodobaniami i doświadczeniami, a nie kupa blachy mechanicznie reagująca na nasze działania. Koniem się nie zarządza dyrektywnie. Kto próbował obił tyłek o ziemię i się oduczył. Koniem się POWODUJE. I to jest moim zdaniem słowo klucz, którego znaczenie każdy menadżer powinien zrozumieć przez doświadczenie.  Tak, właśnie wysyłam wszystkich kierowników, dyrektorów, prezesów na przysłowiowe wczasy w siodle :)

Powodujesz, czyli:

  • robisz plan, że przeskoczysz przez przeszkodę,
  • rzucasz serce za przeszkodę (więc wierzysz, że je szybko odzyskasz),
  • pokazujesz koniowi przeszkodę (żeby mógł ją zobaczyć, wymierzyć kroki i zebrać się do skoku),
  • nie przeszkadzasz koniowi w pokonaniu przeszkody (np. nie wykonujesz ruchów mogących zachwiać jego równowagę, zostawiasz mu kontrolowaną swobodę działania),
  • macie do siebie wzajemne zaufanie: Ty wiesz, że wymagasz od konia wysiłku, na który go stać, koń wie, że da radę skoro tak mówisz, bo nie wysyłasz go przecież na połamanie nóg),
  • szanujesz końską końskość czyli jego naturę (nawet to, co niewygodne, np., że jest zwierzęciem uciekającym, co oznacza, że w sytuacji zagrożenia ratuje się ucieczką),
  • dajesz mu jasne wytyczne, komunikujesz językiem, który rozumie,
  • nie nadużywasz palcata, ostróg czy głosu, chociaż koń wie, że nimi dysponujesz.

Dobry jeździec nie porwie się jechać na zawody, które chce wygrać  niedoświadczonym, młodym stażem koniem. Nie będzie wymagać od kucyka, żeby nadążył za końmi czy się z nimi ścigał. Potrafi też ocenić czy koń ma predyspozycje sportowe. Jest taki prosty sposób kiedy wybierasz konie do skoków. Rzuć na pastwisko kilka belek (np. poprzeczek od przeszkód) i obserwuj czy koń puka w nie kopytami przechodząc. Ambitny koń będzie podnosił nogi z dużym zapasem, tak, żeby przypadkiem nie stuknąć, bo ma to we krwi. W takim rozbudzisz pasję do skoków. W przypadku doboru członków zespołu nie jest to aż takie proste, ale możliwe :). Dobry jeździec wie, że żeby wyjąć trzeba włożyć. Żeby jazda konna sprawiała przyjemność, trzeba poświęcić mnóstwo czasu na naukę, ułożyć konia, nabrać pokory. Kiepski jeździec nie przejmuje się tym, że szarpie konia za pysk, jeżdżąc byle jak oklepuje mu nerki. Odstawia konia do boksu nie występowanego, zgrzanego i mokrego.  W końcu zakosami dotarł od A do B, zadanie wykonane, a że koń tą wątpliwą przyjemność odchoruje, to już nieistotny szczegół.

Piszę dziś o tym, ponieważ mój Klient zadzwonił w poniedziałek i mnie objechał. Bo takiej mu ochoty na jazdę konną narobiłam, że pojechał sobie w weekend. Zmarzł jak cholera, wszystko go boli, przed dziewczyną chciał się popisać, a ledwo cztery litery zarzucił na siodło, bo lata już nie te... A w dodatku zamiast się zrelaksować, to w głowie słyszał tylko to moje gadanie, co to na spotkaniu tylko zabawną metaforą  mu się wydało... I mówi: dotarło chyba to do mnie, dotarło. W momencie jak koń zrobił zwrot przez krzaki , bo kępkę trawy zobaczył, a ja w tych krzakach zostałem zastanawiając się: ale jak to???  :)