Przebierankom mówię stanowcze NIE!

Osoby o silnym, prawidłowym  poczuciu własnej wartości nie uzależniają swojej samooceny od tego, co mówią o nich inni :) Spotkałam się ostatnio z zarzutem, że nagabuję Bogu ducha winnych ludzi, żeby nagle zaczęli żyć tym, jak są odbierani przez postronnych. A ponadto, żeby jeszcze wymyślili siebie od nowa i kreowali nowy wizerunek "nabierając" na tą nagłą metamorfozę całe otoczenie.  Podkreślam więc jeszcze raz, z całą mocą... nic bardziej mylnego! Nie na tym polega proces budowania Silnej Marki Osobistej. Ponieważ:

  1. To nie jest tak, że spotykam potencjalnego Klienta i on nagle doznaje iluminacji: "tak, muszę wzmocnić swoją markę". Nikt nie mówi: "pani kochana, biorę w ciemno, tylko proszę powiedzieć kiedy i za ile". W 90% pracuję z ludźmi, którzy sami dostrzegli dysonans pomiędzy wysyłanym przez nich przekazem, a jego odbiorem. W zdecydowanej większości zdążyli też już połączyć brak silnej marki z niezadowalającym wynagrodzeniem pracy czy zbyt krętą/stromą ścieżką kariery lub jej dojmującym brakiem.
  2. Wraz z Klientem analizujemy to, jak jest odbierany obecnie i zastanawiamy się z czego to wynika. Jakie dotychczasowe działania w branży czy w mediach społecznościowych przyniosły pożądane efekty. Dlaczego natomiast post o wyjątkowej wartości merytorycznej przeszedł bez echa, a impulsywnie udostępniony dowcip wywołał dyskusję i przyniósł kilka interesujących kontaktów. Osoba o dużej samoświadomości, nie załamie się z tego powodu, że ktoś powie: Twój artykuł jest nie do przebrnięcia. Zrobi natomiast analizę grupy docelowej odbiorców, wybranego sposobu dystrybucji tekstu, dopyta co właściwie spowodowało jego grząskość . Czy język został odpowiednio dobrany? Zmierzam do tego, że zamiast się podłamywać: nie potrafię pisać, pani w podstawówce miała rację nie wysyłając mnie na olimpiadę itp. - świadoma swej wartości osoba wyciągnie wnioski na przyszłość z każdej negatywnej informacji zwrotnej. Odróżni też klasyczny" hejt " od tego zawoalowanego, rozpozna konstruktywną krytykę.
  3. Zewnętrzna metamorfoza Klientów nie zawsze jest konieczna. Często nawiązują ze mną kontakt doskonale ubrane, zadbane - w tym wypadku zwłaszcza kobiety. Wspólnie ze stylistą i specjalistą od kolorów zastanawiamy się nad trafnością konkretnych stylizacji, zwłaszcza tych, które uwiecznione na zdjęciach stanowią element komunikacji graficznej. Jeśli wspólnie dojdziemy do wniosku, że obecny wizerunek zewnętrzny (czyli forma) nie oddaje wartości merytorycznej (treści), to wtedy działamy - i bywa, że zachodzi spektakularna w odbiorze zmiana wyglądu.
  4. Nigdy, przenigdy nie przebieramy Klienta za wymyśloną postać. Bo nie będzie on długotrwale usatysfakcjonowany. Nie podejmę współpracy z kimś, kto uparcie chce wyglądać jak profesjonalista. Musimy wcześniej doprecyzować, co dla niego i jego odbiorców kryje się pod tym słowem. Współczesny konsument jest na tyle wyedukowany i świadomy, że zawsze wyczuje fałsz.

Podsumowując, autentyzm i spójność sprzyjają nawiązaniu nici porozumienia, zdobyciu i utrzymaniu zaufania. Więc żaden szanujący się specjalista od Personal Brandingu nie pokusi się iść drogą na skróty. Ani nie oszuka swojego Klienta, mówiąc, że jak włoży granatowy garnitur czy spódnicę ołówkową, to nagle jego stawki wzrosną o 50% :)