Początki bywają różne...

Duża część  osób, z którymi pracowałam nad marką osobistą, zgłaszała się do mnie w jakimś newralgicznym momencie życia. Nasze rozmowy często zaczynały się od słów: nie wiem co dalej, stoję na rozdrożu… Ale również: Klienci byli, ale teraz już ich nie ma, miałam partnerów biznesowych (lub życiowych), ale ten mnie zawiódł, tamten zostawił, a inny wykorzystał…  

Wiele osób deklaruje, że dokładnie by wiedziało, w którym kierunku iść, gdyby tylko nie skończyły się unijne dotacje, euro miało korzystniejszy kurs, a dziecko przytrafiło się 10 lat wcześniej… W takim przypadku pracę zaczynamy od przeformułowania pytań, jakie Klient stawia…. No właśnie nie tyle sobie co innym… Zmieniamy optykę z : co mi się przytrafiło, na: czego doświadczyłem. Jakie były tego skutki i jaką wyniosłem naukę na przyszłość? Co warto zmienić następnym razem, a które rozwiązanie zastosować ponownie? Klient, który całą swoją uwagę skupia na tym, kto go powinien przeprosić za złe potraktowanie, szuka winnych  – stoi w miejscu.

Zmiany w życiu warto zaczynać od siebie. Tak naprawdę tylko siebie można zmienić. Praca nad silną marką osobistą, to definitywny koniec spychologii. Początek procesu to ostatni moment na wzięcie pełnej odpowiedzialności za siebie, swoje decyzje, nadawane komunikaty, za życie w każdym z jego obszarów.  Często już odzyskanie samego poczucia sprawstwa daje niesamowitego, przysłowiowego „kopa” do dalszych zmian. Ofiara kaprysów losu przechodzi spektakularną przemianę w odpowiedzialnego człowieka. Świadomego swych mocnych stron, dumnego z osobistych osiągnięć. Pojawia się ogromna przestrzeń do zagospodarowania na wdzięczność, pasję, miłość i satysfakcję z wykonanej pracy.

Czasem staję przed dylematem czy Klient jest gotowy na dalszą pracę. Bo na przykład tłumione przez lata emocje znajdują nagle swe ujście. Kończą się najpierw chusteczki, potem ręczniki papierowe, o innych wytworach z celulozy nie wspomnę…. I bardzo dobrze. Bo każdy taki sygnał, tak jak fizyczny ból, daje osobie, która go doświadcza jasną informację. Złamaną kość trzeba nastawić, ranę opatrzyć, emocje dopuścić do głosu i przepracować. Można przejść nad tym do porządku dziennego, pewnie…. Kość jakoś tam się zrośnie, rana trochę się popaprze i blizna nieciekawa zostanie… Emocje z powrotem pod dywan, jak nie ręką, to nogą… Fotelem się przytrzaśnie, żeby nie wyłaziły