Businessbaby na warsztatach

Konfrontacja ze stanem macierzyństwa przynosi nam wiele radości, ale i wyzwań.  Jestem przeciwniczką wszelkich skrajności jeśli chodzi o przedstawianie tego czasu w mediach. Ani to wyłącznie słodycz różowego bobaska, ani gorycz zastoju w piersi czy podrapanego do krwi dekoltu. Tu nawiązuję celowo do robiących ostatnio karierę w sieci zdjęć demaskujących "prawdziwe" macierzyństwo.  Prawda jest dla każdego inna, bo  jego własna  :)

Ale zmierzam do tego, że w niejednej mamie drzemie businesswoman i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dążyć do samorealizacji z businessbaby pod pachą. Lub w chuście. Zależnie od upodobań. Z pewnością nie powinnyśmy dać sobie wmówić, że czegoś nam nie wypada czy wręcz nie wolno.  Kto powiedział, że żeby wyjść do ludzi, dziecko musi mieć minimum 3 miesiące? Albo 6 według innych? Niech każda z nas słucha siebie i własnych potrzeb. Chcesz jechać na ciekawą konferencję - jedź. Przecież liczysz się z tym, że być może nie weźmiesz udziału w całości. Że będziesz musiała wyjść jak maluch nabierze powietrza żeby się rozkrzyczeć w niebogłosy... Większość  eventów jest  organizowanych w miejscach na tyle cywilizowanych, że jest i toaleta i nawet przewijak :) Dyskretnie nakarmić piersią też się da.

Na zdjęciu ilustrującym ten tekst jestem  z półtoramiesięczną córką. Na warsztatach chodzenia na obcasach, które odbyły się w Wysokiej Szpilce w Gdyni. Takie wyjście jest trochę bardziej męczące, ale bardzo przyjemne. Fotelik, dodatkowa torba i widoczne na twarzy niewyspanie... Jednak pierwszy krok (i to w szpilkach), do powrotu na tory biznesowo-towarzyskie  został zrobiony. Nikt na widok dziecka nie uciekł, nikogo nie wypłoszyłyśmy :)

Nie daj sobie wmówić, że jesteś wyrodną matką, jeśli myślisz o powrocie o pracy jak o wybawieniu od czasem żmudnych obowiązków. Znam niejedną kobietę, która zmieniając kolejną pieluchę czy ścierając z ramienia efekt ulania, czuje, że zaraz wybuchnie/oszaleje/umrze. Macierzyństwo to oprócz cudownych emocji również te trudne. Trzeba je zaakceptować, być ich świadomym. Pamiętaj też, że Twoje ukochane dziecko nie będzie mieć np. kolki do osiemnastki. Wszystko minie. Mi takie podejście pomaga :)

Jeżeli jesteś z tych mam, które mają potrzebę funkcjonowania wśród dorosłych, lubisz pracować i nie chcesz znikać z rynku, wychodź z domu. Wedle potrzeb i możliwości; raz w miesiącu, raz w tygodniu... Jestem z tych, co uważają, że dziecko dotleni się tak samo na balkonie jak na spacerze ze mną. Ja zyskuję dwie godziny dla siebie.  Mogę w tym czasie pracować lub odpocząć. Albo jaka różnica dziecku, które śpi czy ja je "dyrdam" w wózku czy np. córka sąsiadów chcąca trochę dorobić ?

Jeżeli natomiast jesteś z tych mam, które nie mają potrzeby czy chęci opuszczać domowych pieleszy, nie daj sobie wmówić, że powinnaś czuć, robić inaczej.

Korzystając z urlopu macierzyńskiego zyskujesz fantastyczny czas. Nie tylko na nawiązanie bliskiej więzi z dzieckiem. Również na to, żeby uważnie przyjrzeć się swojej drodze zawodowej. Może bardziej świadomie zaczniesz budować swoją markę? Może zyskasz większy wpływ na swoje otoczenie?