Brudne buty, czyli jak zadać śmiertelny cios Własnej Marce?

Dziś za oknami szczególnie ponuro, więc jest to wymarzony dzień na rozpoczęcie cyklu: z przymrużeniem oka.

Pracuję obecnie  nad dość dużym projektem. Ze względu na poruszaną tematykę postanowiłam poszukać w pobliżu obecnego miejsca zamieszkania dobrej stylistki.  Lubię pracować zespołowo, a w szczególności z ekspertami - ludźmi świadomymi własnej wartości, z pasją i wiedzą. Rewelacyjnie jest być dla siebie wzajemną inspiracją, uzupełniać  się i wzrastać w siłę w dojrzałej relacji biznesowej. Ale do rzeczy. Odbyłam trzy spotkania, z trzema Paniami. Wszystkie z wcześniejszych rozmów telefonicznych i wymiany maili, wiedziały czym się zajmuję. Znały cel spotkania. Dwie z nich pokonały nawet sporo kilometrów, byśmy w kawiarnianym zaciszu mogły poznać się lepiej.  I zdecydować czy będzie nam razem po drodze. Wszystkie Panie kreowały się w sieci na znawczynie tematów modowo-stylizacyjnych.  Na kobiety, które już sukces odniosły. Nie kontaktowałam się też z samozwańczymi stylistkami, które w zakładce "o mnie"  pisały: kocham mojego smartfona i pieseła!

Moje rozmówczynie podkreślały swoje doświadczenie  w kontaktach z wymagającym  Klientem, profesjonalizm, rzetelność, kreatywność... W dorobku miały warsztaty z autoprezentacji. No wymarzone wręcz partnerki do współpracy... Dlaczego więc, no dlaczego pytam... wszystkie przyszły w brudnych butach??? I to akurat w suchy dzień? Kiedy chodniki wolne były od błota czy pośniegowej breji? Czemu jedna z nich o mało nie powykręcała pęcin na niebotycznych obcasach, kiedy na ugiętych kolanach biegła chodnikiem? Czemu druga zapomniała, co robi z jasnych  butów przemierzanie samochodem Polski wzdłuż i wszerz?

Szukałam osoby, która miała współprowadzić warsztaty wizerunkowe oraz z autoprezentacji. Ale tak naprawdę potrzebowałam personifikacji stylu, jakości, klasy. Kobiety, za którą chce się podążać, bo jest autentycznym autorytetem w swojej branży, a proponowane przez nią stylizacje inspirują, powalają lub po prostu podobają się. Wszystkie moje Rozmówczynie wkładają na co dzień dużo pracy w swoje jednoosobowe biznesy, w budowanie Swojej Marki. Wszystkie funkcjonują i w świecie realnym i w sieci. Nie ujmuję ich dokonaniom. Jednak ja nie chcę podjąć współpracy z kimś, kogo będę musiała kontrolować w obszarze jego kompetencji. Na jego terytorium. Czy dziś ma czyste buty? Pozaciągane pończochy/rajstopy/skarpetki? Czy spełniając zawodowe aspiracje mam drżeć o bezpieczeństwo cudzych pęcin? Nie stawiam znaku równości pomiędzy wizerunkiem a Silną Marką Osobistą.  Ale zaryzykuję stwierdzenie, że moje wspominane Rozmówczynie poległy od ciosów własnym, brudnym butem...

Droga Czytająca. Przed ważnym dla Ciebie spotkaniem, rzuć okiem w kierunku swych stóp i weź proszę poniższe pod uwagę :)

Buty. Klasyczne czy ekstrawaganckie - zawsze czyste i bez śladów zużycia. Możliwie dobrej jakości. Neonowy kolor można dobrze "ograć" stylizacyjnie. Brokat? Nie polecam. Łatwo o pewną bazarowość... Uwaga na stan obcasów u kierowców. Proponuję wozić parę na zmianę. Dobre jakościowo obuwie i inne dodatki są nieodłącznym elementem Twojego wizerunku. Twój rozmówca ocenia Cię jako potencjalnego partnera biznesowego od pierwszych sekund spotkania i tu nie możesz odpuścić. Jeżeli wybierasz szpilki, postaw na sprawdzoną, wygodną parę. Poproś kogoś, żeby nagrał Cię jak kroczysz na obcasach i zobacz z dystansu czy jest to krok demonstrujący swobodną pewność siebie. Lustro nigdy nie pokaże tego tak dobrze jak kamera.