Świat jest mały, a Internet jeden.



Należę do tych osób, które w wieku lat 18 nie miały jasnej wizji co do swojej przyszłości zawodowej. Chciałam uczyć  jazdy konnej, bo ogromną radość sprawiało mi zarażanie innych swoją pasją, przekazywanie wiedzy. Poszłam na przypadkowe studia, bo wyższe wykształcenie trzeba było mieć. Już na pierwszym roku rozpoczęłam samodzielne, dorosłe życie. Bo zawsze miałam dużą potrzebę samostanowienia, niezależności. Szybko zaczęłam pracować.

Najpierw dorywczo w restauracjach, jako instruktor jazdy konnej, w dziale obsługi klienta sieci wypożyczalni kaset. DVD to była wtedy nowość. Wakacje obowiązkowo zarobkowe w Londynie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tu by się pojechało, tamto zrobiło, lepiej zamieszkało -  a na wszystko potrzebne pieniądze. W tamtych czasach najszybszym sposobem na zarobienie było załapanie się na stanowisko przedstawiciela handlowego. Do tego samochód, telefon służbowy... Wtedy to było coś. Rzuciłam się w wir pracy zakładając, że to tylko czasowe zajęcie. Byłam skuteczna, osiągałam dobre wyniki. Zmieniałam więc firmy na coraz lepiej płacące, branże na bardziej prestiżowe. I tak minęło prawie osiem lat... Niezliczone przejechane kilometry, hotele, tony dystrybuowanych materiałów marketingowych. Tysiące raportów z pracy w terenie, planów na nadchodzące tygodnie, miesiące, kwartały i potem znowu raporty... Wieczory i weekendy przed komputerem.

Marzyłam o zmianie trybu pracy, większej odpowiedzialności, samorealizacji. Bardzo doceniam ten czas. Z dziewczęcia biegającego od sklepu do sklepu w pogoni za zamówieniami i "pieczątkami" (tak dokumentowało się fizyczną obecność w danym punkcie), mogłam zmienić się w menadżera świadomie zarządzającego podległym terenem. Spotkałam na tej drodze fantastycznych ludzi, którzy nadal mnie inspirują. Było też kilku bohaterów negatywnych, na których decyzje czy polecenia klęłam siarczyście. Struktury terenowe mają to do siebie, że są płaskie. Możliwości awansu przez to mniejsze. Na kilku przedstawicieli przypada z reguły jeden kierownik, który robi jeszcze więcej kilometrów niż reszta. Nie o taki awans mi chodziło. Wpadłam w koleiny, z których nie wiedziałam jak się wydostać. Nawet kiedy zapraszano mnie na rozmowy rekrutacyjne, mój rozmówca patrzył na mnie podejrzliwie. Bo skoro jestem dobra w tym co robię, zarabiam dobre pieniądze, mam eleganckie narzędzia pracy, to o co mi chodzi? A ja w perspektywie góra 10 lat chciałam dojść do stanowiska dyrektora, przynajmniej trzy dni w tygodniu pracującego stacjonarnie. Wiedziałam, że muszę wskoczyć na stanowisko również z nazwy kierownicze, żeby zrobić krok naprzód. Brakowało mi doświadczenia w zarządzaniu zespołem, więc zaczęłam celować w stanowisko Key Accout Managera. Czyli opiekuna kluczowych klientów.  Krótki był to epizod w mojej karierze, ponieważ kluczowym klientem okazał się być każdy tyci sklepik. Poczułam, że zrobiłam skok wstecz. Nie czekając nawet do końca okresu próbnego szukałam dalej.

Trafiłam z ogłoszenia w gazecie na rozmowę w prężnie rozwijającej się polskiej firmie. Zostałam Regionalnym Kierownikiem Sprzedaży, po roku pracy w uznaniu za wyniki słowo Kierownik zostało zastąpione przez Dyrektor. Pracowałam chyba najciężej w życiu, również w terenie, ale wiedziałam, że to dobry kierunek. I rzeczywiście po urodzeniu pierwszej córki dostałam możliwość wykazania się jako szef działu, pracując w centrali firmy stacjonarnie, kierując pracą dziesięciu osób.  Reprezentowałam też firmę w kontaktach z Kontrahentami . I super. Tylko, że do pracy jechałam godzinę, na miejscu spędzałam ich minimum osiem, a wracałam czasem i półtorej. A wymarzone i wyczekane dziecko spędzało cały ten czas z nianią. Przemiłą, ale wciąż obcą osobą. Przyszedł czas na refleksję (i swoją drogą drugie dziecko...).

Czego się dotąd nauczyłam? Tego, że nie ważne co i dla kogo robisz, firmujesz to własną twarzą. Więc warto robić to dobrze. Bo rynek jest mały, Polska jest mała, świat jest mały, a Internet jeden. Twoje zaangażowanie na każdym etapie kariery zawodowej jest inwestycją. Żeby wyjąć, trzeba włożyć; energię, czas, też pieniądze. Tylko przy takim uważnym i świadomym zaangażowaniu z każdej sytuacji można wyciągnąć maksimum dla siebie, swojego rozwoju. I chyba najważniejsze - wszystkich obietnic złożonych naszym Klientom i Partnerom w biznesie należy dotrzymywać. Odzyskanie utraconej reputacji, to często lata pracy. A bywa i niemożliwe.